Przewodniczący: Zbigniew Owsiany
Członkowie: Łukasz Szmit, Konrad Purski, Barbara Pankowska, Tomasz Grzybowski, Tobiasz Szymański (sekretarz).
To ta ekipa robi z nas durniów i ośmiesza żużel - sport, na którym ich spółka Ekstraliga Żużlowa zarabia krocie. Dzięki komu? Dzięki kibicom. Tylko dzięki tej ogromnej rzeszy sympatyków "czarnego sportu" pojawiły się nie tylko dochody z dni meczowych, ale milionowe kontrakty telewizyjne i umowy reklamowe z takimi gigantami jak Grupa PGE. Może to właśnie usypia ich czujność i stępia samozachowawczy instynkt? Może Owsiane Szmity naprawdę uwierzyły, że polski żużel to oni? I mogą sobie do woli folgować, produkować największe absurdy, a "szaraki" z trybun mają słuchać. I lecieć kupić ich produkt.
Tylko tym razem chyba przegięli, bo 75% kibiców po ich werdykcie w sprawie meczu Łódź - Piła #LODPIL parsknęło śmiechem. I jest naprawdę wkurzonych. Tak mówią wyniki sondy na największym żużlowym portalu, obecnie w koszyku koncernu WP. Dziwne, że tylko 75%, ale najnowsze informacje z Piły mogą sprawić, że wkrótce będzie 95. Stu nie będzie nigdy, Łódź to jednak spore miasto.
Co oznacza to "orzeczenie"? Ano, w praktyce oznacza tyle, że spółka nakreśliła wszystkim fantastyczną ścieżkę do "drukowania" wyników. Które następnie, po miesiącu wytężonej analizy, będą sankcjonowane mocą ekstraligowej Temidy. Co tam miesiącu... niech będą dwa miesiące! Większa szansa, że się rozmyje, pewna część zapomni. Teraz nic tylko czekać aż w jakimś znacznie ważniejszym meczu - to może być równie dobrze bój o utrzymanie albo awans - sędzia popełni kolejnego "babola", wypaczy wynik wyścigu czy wręcz całego meczu (mniejsza o to, czy powodowany złą wolą, korupcją, czy własną indolencją)... po czym szybko włączy "światło dwóch minut", puści kolejny bieg... a potem Kolegium Mędrców orzeknie, że błąd rzeczywiście był, nawet przyzna, że to taki błąd o skali meczowego zwycięstwa lub jego braku - ale skoro pojechali dalej, to wszystko jest poprawnie. Młodzież po takich orzeczeniach wkleja xD
Właśnie dowiedzieliśmy się, że sędzia może wyrzucić kogoś z placu boju, podjąć absurdalną decyzję, po czym sędziego się schowa na miesiąc, zaś wśród poszkodowanych winny będzie kierownik drużyny. I niekoniecznie dlatego, że akurat był w toalecie. Wystarczy, że nie poleciał w te pędy do arbitra, w tymże pędzie chyba układając i wypisując pisemny protest, w międzyczasie wertując opasły regulamin i usiłując jeszcze odgadnąć, które jego fragmenty KOL traktuje poważnie, a na które "ma wywalone" i je arbitralnie wyłączy.
Oczywiście napisać musi ten glejt ów sprinter z zachowaniem wszelkich zasad formalnych. Bo jak zabraknie choćby jednej formułki albo gołąb narobi na datę, to Kolegium Owsianych Szmitów po miesiącu uzna to za powód odrzucenia protestu. Wynik wypaczono, ale ten wypaczony ma zostać. I co nam zrobicie?
Dzieje spółki Ekstraliga Żużlowa jako żywo przypominają losy pewnego polityka, doskonale znanego z najnowszej historii III RP. Janusz Korwin-Mikke, pod różnymi politycznymi szyldami, miał wiele trafnych tez. Ma też dla Rzeczpospolitej zasługi, czy to się komuś podoba, czy nie. To on miał odwagę wyjść na mównicę sejmową w 1992 roku i zażądać, by naród poznał listę agentów i tajnych współpracowników SB. To krótko potem ten, który był na tej liście numerem jeden - ten, który dziś utrzymuje, że "jak potrzebował pieniędzy, to szedł i wygrywał w totolotka" - wyrywał kartki z wypożyczonych w panice akt, i myślał, że jak odda wybrakowane, to oszuka historię. Wiele miał tych wcieleń wolnościowiec Korwin i mnóstwo wypowiedzi pod którymi podpisać mogły się miliony, i nawet nieraz chciały się podpisać - te o łupiących ludzi podatkach, o doli przedsiębiorców i walce z aparatem kontroli, jego komentarze do słynnych słów Tuska "pieniędze z OFE nie są własnością Polaków"... i kiedy tylko poparcie mu rosło, już, już wydawało się, że wróci z wielkim wynikiem do wielkiej polityki, to zawsze chwilę potem palnął coś takiego, że nawet ci, którzy chcieli zagłosować, uciekali w popłochu. A to o kobietach, którym warto czasem przyłożyć, a to o Hitlerze, który "nie wiedział o Holokauście"...
Kiedy już wydaje się, że nasza żużlowa centrala "łapie kontakt z bazą", zrobi coś dobrego, zorganizuje Camp dla młodych talentów, wyrzuci co głupsze zasady ligowej gry (które ileś lat wcześniej sama przyjęła), potrafi się zmienić i zareagować na postulaty odbiorców, pomimo iż zasiadają tam wciąż ci sami ludzie... to zaraz potem wysmaży taki "kotlet", że ręce opadają. I wszystko inne też.
Czy to Kolegium powołano po to, by pilnować uczciwości i sprawiedliwości rozgrywek, czy po to, żeby tuszować błędy i rozgrzeszać niesprawiedliwości? Najpierw wyczekać, a potem tak zamieszać, tak zachachmęcić, żeby nikt z tego nic nie zrozumiał.
Ciekawe, co teraz myśli arbiter Rafał Kobak? On popełnił błąd, owszem, taki błąd wielkości wielbłąda dwugarbnego, ale miał na podjęcie swojej decyzji 3 czy 5 minut. W stresie, przy krzyczącej publice. Oni mieli miesiąc, a wyprodukowali coś tak głupiego.
Całe to orzeczenie przypomina pseudoprawniczy bełkot. Z premedytacją chyba rozwlekły aż do obrzydzenia, choć dotyczy prostej i oczywistej sprawy, opisanej od lat w przepisach. A błąd, którego nie dostrzegł sędzia, dostrzegły od razu tysiące kibiców. U nas podczas relacji na żywo jako pierwszy opisał i wyjaśnił sytuację Robert Borowy z Gorzowa - sympatyk i propagator żużla, autor książek o historii speedwaya nad Wartą. W ślad za nim inni. Gratulujemy czujności!
Jak zrobiło się błąd, to się go naprawia. A wcześniej przeprasza i obiecuje poprawę. Tymczasem co to znaczy, że jeśli do rzeczonego błędu doszło na torze, to potem Kolegium "wyłącza przepisy ogólne o weryfikacji zawodów"? A gdzie miało do niego dojść, w kiblu?! To po co te przepisy tam są? W tym jak byk stoi artykuł 104, dający wykiwanej drużynie 24 godziny na zebranie myśli, skonsultowanie się z mądrzejszymi od siebie i złożenie pisma w obronie swych praw.
Toż to jest interpretacja prawa, i to taka radosna, a nie jego stosowanie. Kolegium Owsianych Szmitów upiera się, że powtórka wyścigu, której nie powinno w ogóle być (bo wytworzył ją wyłącznie nieznający przepisów sędzia!) jest "ważnym faktem dokonanym". Jeszcze "powstałym w duchu sportu" niech tam dopiszą. Ważniejszym od naprawienia szkody i wyprostowania indolencji tego, który ów błąd spowodował. Dramat, intelektualny dramat.
Był niedawno taki mecz Malta - Polska. Jedno z tych arcydzieł naszych "Orłów", podczas którego któryś z asów FC Porto tak się potykał o własne nogi, że Maltańczyk nawet niechcący musiał nam strzelić bramkę. Żeby to jedną... Ale nie o tej pierwszej bramce mowa. Była tam też taka sytuacja, gdy to nasi huknęli gola, i to po pięknej kontrze... tyle że wcześniej któryś z "biało-czerwonych" narozrabiał pod własnym polem karnym. Ewidentna "jedenastka", której arbiter nie zauważył. Do czasu... Kiedy już mu polecono zauważyć, to świętujący Polacy zostali poproszeni o oddanie futbolówki, tę ustawiono na "wapnie", a Malta dołączyła do grona tych potęg, które wbiły nam 2+ na poziomie mistrzostw świata. Ponoć Grenlandia na poważnie chce zacząć grać, więc jest szansa, że liczba tych, którzy wbili poniżej dwóch pozostanie constans. A jak brzmiałby werdykt, gdyby to Owsiany ze Szmitem mogli weryfikować? Gol byłby dla Polski, przecież gra toczyła się dalej, zdobyto bramkę.
Bardzo dobrze, że Polonia Piła zatrudni swoich prawników. Nie wiadomo, czy coś wskóra, skoro do adresata (Trybunału PZM) odwołanie ma słać via ten sam "beton", kosztów nikt im nie zwróci, ale przynajmniej w Motorowym związku pozostawią ślad, że owca nie dała się strzyc bez oporu.
Nic tak nie drażni kibiców, jak werdykty pt. "Tak, złamano regulamin... ale nic z tym nie zrobimy". Tu nie chodzi o Orła i Nagela czy o forowanie Piły. Orzeł ma ambitnych zawodników, walczą, dobrze się ich ogląda. I są rozgarnięci kibice w Łodzi, którzy widzą tę groteskę i potrafią ją nazwać po imieniu. Są rozumni kibice w Pile, którzy dobrze wiedzą, czym mógł, a w zasadzie powinien, zakończyć się pamiętny półfinał KLŻ ze Startem Gniezno 2025. Co to znaczyło "tor uznajemy za nieregulaminowy, mecz odwołany z winy gospodarza, zawieszamy menadżera, toromistrza i kierownika drużyny... ale walkowera nie będzie"? To kiedy ma być?!
Po co wam te przepisy, skoro potem i tak nie mają znaczenia, bo liczy się bieżąca kalkulacja?
Czyli gdyby przed rewanżem tamtego półfinału na treningu rozbiło się dwóch miejscowych, to Start Gniezno miałby prawo wylać nocą kilka cystern na tor - i też przyjąć z pokorą kary dla winnych... po czym czekać spokojnie na kolejny termin. I tak w kółko? Do skutku? To jest ośmieszanie tego sportu. Sami powodujecie, że nikt tych opasłych regulaminów nawet nie będzie się uczył. Jak widać z sędziami włącznie.
Oni i tak nie mają lekko. Patrzą co tydzień na szefa, który uprawia prawdziwą ekwilibrystykę, ale coraz częściej trudno jest mu odpowiedzieć na pytania padające w programie na żywo. Zacina się, szuka argumentów... O sytuacji z Łodzi miał to samo zdanie co większość kibiców, mówił o ewidentnym błędzie i podstawie do weryfikacji wyniku. Ciekawe, czy teraz pan Demski wytłumaczy, nad czym przez 30 dni pracowało grono ekspertów, żeby finalnie... nie orzec niczego. Bo sprawdzić, czy pisemny protest ktoś jakimś cudem zdążył napisać i dostarczyć pomiędzy XIV a XV biegiem, wcześniej zagłębiając się w lekturę naszej żużlowej "biblii" i jeszcze interpretując ją tak, jak teraz KOL, mogli w poniedziałek po meczu.
Też wam się wydaje, że liga doskonale wiedziała, jaki "pasztet" zgotował im kuchmistrz Kobak. Tylko kompletnie nie wiedziała, jak go skonsumować. Do dziś nie wie. Ukarać arbitra było najłatwiejszą sprawą. Ale co dalej?
Pilanie słusznie skorzystali z art. 104 Regulaminu. Zmieścili się w regulaminowym czasie 24 godzin. Co więcej, kierownik ich drużyny zauważył od razu, że sędzia popełnił błąd. Zrobił to, co należało - pobiegł do telefonu, chcąc zgłosić swoje veto. Byle szybko, byle zdążyć zanim arbiter nakaże jechać. Bo brak wyjechania do powtórki i skupienie się na biurokracji, skończyłby się wykluczeniem obu Polonistów. Co to było, jeśli nie protest? Do zweryfikowania pozostaje kwestia, czy to możliwe, że kierownik Polonii rzeczywiście usłyszał od sędziego, że może mu się nie podobać, a on ma to w nosie i zaraz puszcza wyścig. Ale jeśli tak usłyszał, to czy kogoś by to zdziwiło? A może po prostu arbiter "trzasnął słuchawką", pokazując, kto tu rządzi.
Może niech KOL wyjaśni kibicom, dlaczego w pamiętnym meczu Leszno - Gorzów nie trzeba było bawić się w proceduralne kruczki i wyścig z czasem, tylko zadziałali sami, przy sytuacji skutkującej tym samym - "babol" arbitra w wyścigu nominowanym skutkujący zmianą "dużego" punktu meczowego. A teraz beniaminka z niższej ligi taka sama sytuacja ma kosztować punkt straty. To jakieś wyrównywanie rachunków za półfinał sprzed roku? Naprawianie błędu błędem?
Oczywiście, że w takiej sytuacji niektórzy z kibiców Orła, którzy na błędzie skorzystali, podniosą argument, chyba już jedyny, że "gdyby nasi liderzy wiedzieli, że sędzia się pomylił, to w XV biegu pojechaliby z większą motywacją". Tak zawsze można kombinować. Ale po pierwsze , nie zmienia to faktu wypaczenia wyniku już w biegu wcześniej, a po drugie - serio, wierzycie w to, mówiący te słowa? Przy kilku punktach różnicy na własnym torze, walce o bonus i mając w perspektywie trudny wyjazd do Piły, asy Skrzydlewskiego wyjechały sobie "popyrkać"? Lekką ręką rezygnując z własnych pieniędzy. #Orzeł to taka potęga, a Zach Cook z Berntzonem to tacy milionerzy?
- W regulaminie są jasno opisane dwie ścieżki, jedna 10 minut po biegu, druga do 24 godzin po zakończeniu meczu - my od początku wybraliśmy tę drugą. Nie rozumiem dlaczego KOL eliminuje jedną z nich - mówi dziś Dariusz Słowiński, wiceprezes Polonii.
Wyjaśnienie jest chyba jedno, brutalne zarazem - Owsiany i Szmit baliby się coś takiego zrobić po meczu Ekstraligi, ale kiedy chodzi o beniaminka, który dopiero co wydostał się z III ligi, czują się silni. Liczą, że Kibice Polonii Piła to garstka, skala protestów nie będzie nawet w 20 procentach taka, jak w sytuacji, gdyby w taki sam sposób potraktowali Spartę, Falubaz, Motor, Gorzów czy Leszno. Czyli akcjonariuszy spółki. Zwłaszcza, że mędrcy zebrali się akurat w dniu, kiedy tematem nr 1, nr 2 i nr 3 było ratowanie życia i zdrowia Patryka Budniaka. Wizerunek firmy nie ucierpi, to tylko Metalkas 2.Ekstraliga.
Zobaczymy... Z kibicami - chlebodawcami spółki prezesa Stępniewskiego nie tak łatwo wygrać. Pamiętliwe są bestie. I nie lubią tak ordynarnych "orzeczeń".
Przeproście i #OddajciePilePunkt❗
Skomentuj na naszym FB


Niezależnie od tego, co kto myśli i co kto powie, ja chcę jeździć i wygrywać z najlepszymi w SGP.


Tygodniowy wykaz transmisji TV
