ATL SPEEDWAY2

KALENDARIUM

POWIEDZIELI

ProtasiewiczPiotrRobiłem, co mogłem. Na liderów rywali byłem dziś za słaby. Zdajemy sobie sprawę, że każdy z meczów, jakie nam pozostały, będzie dla nas meczem o życie.

Piotr Protasiewicz po meczu Włókniarz-Falubaz 52:38 / nSport+

Zmarzlik imp2018Finał IMP 2018, rozegrany w upalną sobotę 4 sierpnia w Lesznie, dostarczył kibicom sporo emocji oraz kontrowersji, które będziemy pamiętać przez kilka najbliższych lat. Mnie, jako gorzowianina, najbardziej zaskoczyła decyzja sędziego Krzysztofa Meyze o wykluczeniu z biegu finałowego Bartosza Zmarzlika. Zaskoczyła i zasmuciła, bo widać było po obrazkach z parku maszyn bezpośrednio po werdykcie, jak wielki był to zawód dla 23-letniego Stalowca. Niemniej nie o niego personalnie tu chodzi, ale o sam fakt, że po raz kolejny rozdanie medalowe w IMP niewiele ma wspólnego z tym, co działo się na torze po rundzie zasadniczej. Problem z nową formułą IMP opisaliśmy szerzej już po finale 2015 (Gorzów) w tekście "Skrótem na żużlowy Ol_IMP", teraz przyszedł czas, by raz poruszone argumenty, których nie musimy powtarzać, poprzeć suchymi statystykami z ostatnich 6 finałów. Sześć lat obowiązywania formuły z barażem i finałowym wyścigiem, to już wystarczająco długi okres, by pokusić się o poważniejszą ocenę nowego formatu IMP.


Na chwilę wrócę jednak do leszczyńskiego finału, bo nie sposób nie odnieść się szerzej do decyzji sędziego Meyze z finału. Nie chcę być posądzony o szowinizm lokalny (na co i tak szanse są marne) , ale chyba być nie mogę, gdyż to samo zdanie mieli też ludzie żużla spoza Gorzowa lub wręcz zupełnie nie posądzani o progorzowskie sympatie, jak Marek Cieślak, Jan Krzystyniak, czy Roman Jankowski. Uważam, iż sędzia popełnił ogromny błąd i zepsuł finał tak udanej w zasadzie pod względem sportowym imprezy. Zamiast pełnej rywalizacji mieliśmy kadłubowy bieg nr 22., zaś medalistów poznaliśmy de facto przed jego rozpoczęciem. Czy to oznacza, że Meyze nie miał prawa wykluczyć Zmarzlika? Ależ nie, moim zdaniem miał takie prawo, gdyż gdyby na siłę szukać sprawcy upadku Piotra Pawlickiego, pewnie więcej winy miał tu Zmarzlik. Była to jednak typowa sytuacja w pierwszym łuku, w której 90% sędziów dopuściłoby całą czwórkę do powtórki w każdym meczu ligowym. To był jednak finał Mistrzostw Polski i wydaje mi się, że Meyze zwyczajnie nie wyczuł "ducha sportu", którym dobry sędzia też się kieruje. Z drugiej strony, sytuacja dla sędziego była nie do pozazdroszczenia, bo niezależnie od werdyktu, każdy czułby się pokrzywdzony. Wyobraźmy sobie reakcje: upada Pawlicki, gestykuluje ręką w stronę Zmarzlika, arbitra... i nic. Powtórka w czterech. W niej bez problemu wygrywa Zmarzlik. Gdyby Meyze postąpił inaczej, być może cała żużlowa Polska po chwili pomstowałaby, że nieodpowiedzialna decyzja sędziego doprowadziła do wygwizdania przez cały stadion złotego medalisty IMP, a sam arbiter miałby problem ze spokojnym opuszczeniem wieżyczki...


Twierdzę paradoksalnie, że Zmarzlik przegrał upragnione mistrzostwo na długo przed kuriozalną decyzją o jego wykluczeniu. Nie pierwszy zresztą raz zjadła go presja i nieszczęśliwy wybór pola startowego. Pierwsze pole było dobre, ale tylko w razie atomowego startu. Przegrany start z tego pola zamykał z kolei wszystkie "manewry ratunkowe", które były na tym torze możliwe po szybkiej na pierwszym wirażu szerokiej. No i stało się, zawahanie na starcie Zmarzlika doprowadziło do spóźnienia startu. I twierdzę, że nawet bez upadku Pawlickiego, zawodnik Stali miałby problem nawet z zajęciem medalowego miejsca. Choć zdobycie wymarzonego i wciąż niezdobytego trofeum znowu mu nie wyszło, sobie tylko znanym sposobem zachował klasę i spokój w rozmowie z Łukaszem Benzem. I wypadałoby powtórzyć za nim, gratulacje dla chłopaków! Tym bardziej, że złoto Piotrowi Pawlickiemu, jak wskażę w poniższych zestawieniach, należało się już w przeszłości. Nie mogę też nie wspomnieć o ekspercie w studio  nc+ Marku Cieślaku, który po raz kolejny skradł show. Proszę o więcej "polewaczkowego" w telewizji!

Zacznijmy zatem rozważania nad regulaminem IMP z lat 2013-18. Czy to tylko nasze subiektywne wrażenie, czy coś jest tutaj nie tak? Niech zaświadczą o tym liczby. Zacznijmy od pierwszego zestawienia, przypominając tylko dla porządku, iż bezpośredni awans do finału IMP po 20 wyścigach przypada miejscom 1.-2., zaś zawodnicy z pozycji 3.-6. walczą o finał w barażu. Tabela 1. przedstawia zbiorcze zestawienie miejsc 1.-6. po rundzie zasadniczej wraz ze zdobyczą punktową oraz miejsce końcowe.

Tabela1


Poniżej, kilka tabel oraz wykresów będących interpretacją powyższego zestawienia. Zaczynamy od wykresu 1., który jasno wskazuje na fakt, iż lider po rundzie zasadniczej zazwyczaj nie wygrywa całych zawodów, poza dwoma przypadkami z sezonu 2013 (współlider) oraz 2016.

Wykres 1Kto jednak pamięta tamte finały, ten wie, że i te wyjątki od reguły nie były wcale takie pewne. W tarnowskim finale bowiem lider po zasadniczej (Kołodziej) musiał ogrywać rywali na trasie, zaś w Lesznie 2016, kompletny i niedościgniony do 20. wyścigu Dudek, cudem odparł ataki depczącego mu po piętach do mety Piotra Pawlickiego.

OK, jeśli nie lider, to może przyczajony i startujący bez presji wicelider rundy zasadniczej miał łatwiej, żeby wygrać całe zawody? Wykres 2. wskazuje na to, że nic z tego. Wicelider po 20 wyścigach ani razu nie wygrał całych zawodów. Czy potrzeba czegoś więcej, by udowodnić, że w IMP zawodnikom nie opłaca się zająć dwóch pierwszych miejsc po 20 wyścigach? Czy nie ze względu na ten jeden (barażowy) bieg przerwy?

Wykres 2
Spójrzmy na biegi finałowe IMP, tak jakby były one rywalizacją drużynową, w której finaliści bezpośredni rywalizują z barażowiczami.

Tabela 2
Powiedzieć, że "drużynowo" lepiej radzą sobie barażowicze, to mało. Ich przeciwnicy (lepsi przecież w klasycznej formule) przez 6 lat nie wygrali ani jednego wyścigu! Więcej, bezpośredni finaliści potrzebowaliby rezerwy taktycznej, gdyby traktować tę rywalizację jako mecz żużlowy.

Kolejne ciekawe wnioski można wyciągnąć z analizy zbiorczego zestawienia przedstawiającego, ile punktów w rundzie zasadniczej skompletowali żużlowcy, którzy zajęli poszczególne lokaty w rozgrywce o IMP:

Tabela 3

Tak, proszę Państwa, dożyliśmy czasów, w których statystycznie najlepszy żużlowiec finałów w nagrodę zajmuje... IV miejsce.

Podsumowując te wyliczenia, spróbujmy sobie napisać historię alternatywną ostatnich sześciu finałów IMP i porównać tabelę medalową z lat 2013-18 (tabela 4.) z tą wirtualną, gdyby nie rozgrywano baraży oraz wyścigów finałowych (tabela 5.). Powiedzieć, że zmiany w obu tych tabelach są duże, to powiedzieć za mało.

Tabela 4

Tabela 5

 

Podsumowując, z utęsknieniem oczekuję na powrót do "normalnych" finałów IMP z klasyczną rozpiską dwudziestobiegową, bez żadnych półfinałów, bez baraży, bez finałów. Wszystkie powyższe wykresy oraz tabelki wskazują na fakt, iż zawodnikom rywalizującym o złoto zwyczajnie nie opłaca się zdobyć bezpośredniego awansu do finału. Czyli nie opłaca się wygrywać. Chyba nie na tym polega idea sportu. Nie przemawia do mnie argument o tym, że "przecież wszyscy wiedzą, jaki jest regulamin". A argument o "emocjach", jakie taka formuła zapewnia? Emocje są w porządku, ale nie sztucznie generowane - nie w każdej sytuacji i nie za wszelką cenę, a na pewno nie w takiej imprezie, jak finał IMP, który przez dziesięciolecia udowadniał, że emocji w nim nigdy nie brakowało. O ile finały jednodniowe z założenia są obarczone tą wadą, że nie zawsze wygrywa w nich najlepszy zawodnik na przestrzeni całego sezonu, to zawsze zwyciężał najlepszy w danym dniu i na danym torze! Także taki "czarny koń" jak Adam Skórnicki czy Tomasz Jędrzejak. Nikt nie powie, że to wielcy czy wybitni żużlowcy, ale nikt normalny nie powie, że w danych finałach IMP nie byli bezapelacyjnie najlepsi. I to było cenne. Dziś już nawet tego nie ma, ponieważ o mistrzostwie Polski decyduje jeden wyścig, jedno rozegranie pierwszego łuku, jeden przypadek albo jedna decyzja arbitra. Cieszę się, że są osoby, jak choćby Stanisław Chomski, które także zauważają ten problem. Trener Stali Gorzów powiedział otwarcie podczas transmisji z IMME, iż obecna formuła z dodatkowymi wyścigami nie bardzo pasuje do takiej imprezy jak IMP. Mam nadzieję, że dyskusja ruszy i ktoś w PZM podejmie właściwe decyzje. Nieustannie też będziemy apelować o to, by finałowi krajowego czempionatu przywrócić należną mu do niedawna stałą i świąteczną datę 15 sierpnia, jako datę rozgrywania tych zawodów.


Michał/GW

zdj. w tekście: nSport+

Korzystanie z linków socialshare lub dodanie komentarza na stronie jednoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych podanych podczas kontaktu email zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych. Podanie danych jest dobrowolne. Administratorem podanych przez Pana/Panią danych osobowych jest właściciel strony Jakub Horbaczewski . Pana/Pani dane będą przetwarzane w celach związanych z udzieleniem odpowiedzi, przedstawieniem oferty usług oraz w celach statystycznych zgodnie z polityką prywatności. Przysługuje Panu/Pani prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

Komentarze  

Michał/GW
0 #8 Michał/GW 2018-08-10 15:44
Cytuję You Dash:
Cytuję Michał/GW:
Jako autor tekstu dziękuję serdecznie za tak ciekawą polemikę. Cieszy mnie Twoje podejście do tematu na argumenty, a nie na emocje, których w naszym żużlowym mainstreamie jest coraz więcej. Widzę w tym wpisie troszkę szersze spojrzenie na dyscyplinę, jaką kochamy, widzę troskę o jej dobro i to doceniam. Doceniam też za zauważenie tego, na co ja nie wpadłem, czyli większej ilości ilości zalet obecnie obowiązującej formuły wyłaniania IMP. Szczególnie o pkt. 1. nawet bym nie pomyślał. I z większością argumentów "za" się zgadzam. Zresztą, sam wspomniałem o tym, iż obecny format IMP posiada też zalety, których lekceważyć nie sposób. Pytanie brzmi jednak co w tej hierarchii jest ważniejsze? Emocje od początku do końca,turniej w, którym nie ma biegów o nic, czy mimo wszystko klasyczna 20-biegowa rozpiska, w końcu przez tyle lat się sprawdzająca, dająca nam złudzenie obiektywności. Piszę o złudzeniu, bo żaden system nie jest i nigdy nie będzie idealny, szczególnie dzisiaj, gdy tak dużą rolę odgrywają pola startowe. Tu możemy się różnić, ale do mnie bardziej przemawia klasyczna 20-biegówka. Przy wszystkich wadach uważam, iż jest sprawiedliwsza. Jeszcze raz dzięki za komentarz, który mógłby być tak naprawdę osobnym artykułem i ciekawym punktem do dyskusji o kondydycji IMP


Dzięki za te miłe słowa ;)

W ramach krótkiego uzupełnienia - starałem się spojrzeć na finał IMP też przez pryzmat finału MIMP dzień wcześniej. Krótka analiza np. pól startowych zarówno w MIMP jak i IMP stawia kilka pytań, z których najcelniejszym na koniec będzie "a może po prostu szczęście sprzyja lepszym?". W pełni się zgadzam, że kompletnie sprawiedliwego systemu nie ma.

Powodów do takich dyskusji jest więcej: system play-off, KSM, duża liczba rund GP, punktacja w finałach GP i wiele innych - zawsze znajdziemy zalety i wady różnych systemów. Może to, że wiele już takich dyskusji przeszedłem i kiedyś bardziej starałem się postawić na swoim niż zaakceptować różnicę w opiniach, pozwala mi dziś spokojnie dyskutować właśnie na argumenty, a nie na emocje. I doceniam, że jest portal, na którym miejsce na taką właśnie dyskusję się znalazło ;)

PS
A może właśnie rozwiązanie, które rozważają w GP, żeby czasy z treningu decydowały o wyborze numeru startowego, rozwiązałoby część "mankamentów" 20-biegowego systemu w dyskusji: 20 biegów i koniec, czy baraże i finał? Tylko do tego trzeba zorganizować trening, a dla takiego Smektały oznaczałoby to 3 dni z rzędu trening + zawody (MIMP, IMP, IMME). Trochę za dużo.

PS2
Próbowałem w przeszłości "dłuższych form" w kontekście żużlowym i warto by do tego wrócić, gdy teraz mam już szersze spojrzenie na tę dyscyplinę. Mam trochę "gorący" czas (nie tylko ze względu na temperaturę), ale jeśli pomyślnie zorganizuję własne sprawy, chętnie się skontaktuję [przez maila podanego w typerze (użytk. YDash)]


Co byśmy nie wymyślili na temat pól startowych, to również nie ma co się łudzić, że stworzy się system idealny. Tor zawsze jest inny na treningu, a także w danej fazie zawodów. Ale w sumie taki trening przed GP decydujący o prawie wyboru numeru startowego? Czemu nie, byłoby jak w F1. :)
Cytować | Zgłoś administratorowi
You Dash
0 #7 You Dash 2018-08-09 18:22
Cytuję Michał/GW:
Jako autor tekstu dziękuję serdecznie za tak ciekawą polemikę. Cieszy mnie Twoje podejście do tematu na argumenty, a nie na emocje, których w naszym żużlowym mainstreamie jest coraz więcej. Widzę w tym wpisie troszkę szersze spojrzenie na dyscyplinę, jaką kochamy, widzę troskę o jej dobro i to doceniam. Doceniam też za zauważenie tego, na co ja nie wpadłem, czyli większej ilości ilości zalet obecnie obowiązującej formuły wyłaniania IMP. Szczególnie o pkt. 1. nawet bym nie pomyślał. I z większością argumentów "za" się zgadzam. Zresztą, sam wspomniałem o tym, iż obecny format IMP posiada też zalety, których lekceważyć nie sposób. Pytanie brzmi jednak co w tej hierarchii jest ważniejsze? Emocje od początku do końca,turniej w, którym nie ma biegów o nic, czy mimo wszystko klasyczna 20-biegowa rozpiska, w końcu przez tyle lat się sprawdzająca, dająca nam złudzenie obiektywności. Piszę o złudzeniu, bo żaden system nie jest i nigdy nie będzie idealny, szczególnie dzisiaj, gdy tak dużą rolę odgrywają pola startowe. Tu możemy się różnić, ale do mnie bardziej przemawia klasyczna 20-biegówka. Przy wszystkich wadach uważam, iż jest sprawiedliwsza. Jeszcze raz dzięki za komentarz, który mógłby być tak naprawdę osobnym artykułem i ciekawym punktem do dyskusji o kondydycji IMP


Dzięki za te miłe słowa ;)

W ramach krótkiego uzupełnienia - starałem się spojrzeć na finał IMP też przez pryzmat finału MIMP dzień wcześniej. Krótka analiza np. pól startowych zarówno w MIMP jak i IMP stawia kilka pytań, z których najcelniejszym na koniec będzie "a może po prostu szczęście sprzyja lepszym?". W pełni się zgadzam, że kompletnie sprawiedliwego systemu nie ma.

Powodów do takich dyskusji jest więcej: system play-off, KSM, duża liczba rund GP, punktacja w finałach GP i wiele innych - zawsze znajdziemy zalety i wady różnych systemów. Może to, że wiele już takich dyskusji przeszedłem i kiedyś bardziej starałem się postawić na swoim niż zaakceptować różnicę w opiniach, pozwala mi dziś spokojnie dyskutować właśnie na argumenty, a nie na emocje. I doceniam, że jest portal, na którym miejsce na taką właśnie dyskusję się znalazło ;)

PS
A może właśnie rozwiązanie, które rozważają w GP, żeby czasy z treningu decydowały o wyborze numeru startowego, rozwiązałoby część "mankamentów" 20-biegowego systemu w dyskusji: 20 biegów i koniec, czy baraże i finał? Tylko do tego trzeba zorganizować trening, a dla takiego Smektały oznaczałoby to 3 dni z rzędu trening + zawody (MIMP, IMP, IMME). Trochę za dużo.

PS2
Próbowałem w przeszłości "dłuższych form" w kontekście żużlowym i warto by do tego wrócić, gdy teraz mam już szersze spojrzenie na tę dyscyplinę. Mam trochę "gorący" czas (nie tylko ze względu na temperaturę), ale jeśli pomyślnie zorganizuję własne sprawy, chętnie się skontaktuję [przez maila podanego w typerze (użytk. YDash)]
Cytować | Zgłoś administratorowi
Michał/GW
+1 #6 Michał/GW 2018-08-08 21:33
P.S. Jeśli będziesz mieć w przyszłości ochotę na dłuższe formy na temat żużla, zapraszamy także na .
Cytować | Zgłoś administratorowi
Michał/GW
+2 #5 Michał/GW 2018-08-08 20:39
Cytuję You Dash:
Rozumiem, że nie każdemu ta formuła się podoba. Osobiście wolę obecny sposób rozgrywania finału IMP. Poniżej zestaw punktów, które być może pozwolą zrozumieć mój punkt widzenia.

1. Maciej Janowski - wpadka w bardzo trudnym biegu na inaugurację, później defekt. Przy starych zasadach dalej równie dobrze mógłby iść już pod prysznic. W tym przypadku dostał szansę i aby ją wykorzystać, musiał w kluczowych biegach ruszać z pól startowych, które zostawiali mu rywale. Zrobił to, jadąc od swojego trzeciego biegu pod presją, że jeden stracony punkt i może być koniec. Klasa. Przykład Kasprzaka w GP Challenge pokazuje, że nieco trudniejszy tor do jazdy, a zawodnik, któremu nie pójdzie od początku, czasami nawet wycofuje się z zawodów.

2. Losowanie numerów startowych - zwłaszcza na początku zawodów często pola startowe rozdają punkty. Od XIII biegu pola startowe były w miarę równe, ale pierwsze trzy serie startów z czwartego pola były jak wyrok. Test z czwartego pola do XII biegu zdali TYLKO: Kołodziej (w tym biegu defekt Maćka, słaby tego dnia Miedziak i Norbi Kościuch) oraz Janowski (z Przemkiem, Protasem i Sucheckim). Tylko dwaj medaliści IMP potrafili z tego pola na początku zawodów wygrać. Od XIII biegu aż 4 na 8 kolejnych wyścigów wygrano z pola D, więc wyraźnie widać, że kto wylosował D na początek zawodów miał trudniej. Ta formuła ogranicza wpływ losowania numerów startowych do tego stopnia, że ktoś może mieć trudniej zdobyć punkty, ale ostatecznie jeśli wejdzie do barażu, tam nawet wybierając teoretycznie gorsze pole startowe, nadal ma swoją szansę i na odsypanym już torze ma większe możliwości powalczyć z bezpośrednimi rywalami do walki o medale niż na początku zawodów, gdy wylosuje słaby numer startowy i tor nie umożliwia jeszcze walki.

3. Czytałem wiele narzekań na to, że 3-3 w finale SoN oznacza porażkę drużyny, której zawodnik wygrywa wyścig. W przypadku SoN ludzie chcą, aby zwycięzcą był ten, który wygrywa ostatni bieg. Takich zawodów z prestiżem obecnie w Polsce nie ma. Ktoś na siłę poda IMME, ale ten twór jest tak silnie komercyjny, że go pomijam. W Grand Prix czy SEC nie liczy się, kto wygra zawody, żużlowiec na najwyższym stopniu podium może nawet stracić np. 3-4 pkt względem drugiego lub trzeciego. Teoretycznie fajnie wygrać, hymn zagrają, ale praktycznie nie ma sensu ryzykować i jechać na maxa w finale, bo kolejny bieg w następnej rundzie GP ma takie samo znaczenie jak finał.

4. Umiejętność wygrania kluczowych biegów w zawodach indywidualnych zawsze może się przydać, więc warto mieć w nich doświadczenie. To może być dodatkowy bieg o medal w GP, czy DPŚ (jeśli wróci). Bieg XV w Ekstralidze to inna zabawa, gdy jeździ się w parach.

----
Jeżeli chodzi o wykluczenie Bartka Zmarzlika, tutaj również dziwi mnie zmiana zdania części kibiców. Krytykowano po meczu Falubaz-Unia sędziego, że nie wykluczył Dominika Kubery, gdy minimalnie odsunął się od krawężnika (z pewnością nie tak mocno jak Zmarzlik w IMP) i przewrócił Protasiewicza. W przypadku Dominika były to centymetry, a kibice i tak domagali się wykluczenia. Zmianę toru jazdy Bartka można podawać w metrach, pewnie nie chciał przewrócić Piotra, może nawet go nie widział, ale faktem jest, że o ile Dominik już nie miał gdzie pojechać, bo dla niego "trochę w lewo" oznaczało wyjazd poza tor, o tyle Bartek celowo zaryzykował poszerzając tor jazdy, pech chciał, że w tym miejscu był rywal, który już tę ścieżkę obrał i w tym przypadku nie ma znaczenia numer biegu, ani częściowe "zabicie emocji". Regulamin obowiązuje. Czy gdyby Bartek zdobył mistrzostwo po faulu w kluczowym biegu, byłoby to bardziej sprawiedliwe (teraz protestują fani Zmarzlika, tak protestowaliby fani Kołodzieja, który jechał z dużą przewagą i ci, ktorzy są przeciwko Zmarzlikowi, a tych w Polsce jest wielu)? Czy gdyby Sparta w rewanżu DMP 2017 z Unią utrzymała 8 punktów przewagi, jakie miała przed biegami nominowanymi, byłoby sprawiedliwie, skoro Milik w XV biegu w Lesznie ewidentnie faulował Pawlickiego i Unia została okradziona z większej zaliczki?

----
Pomijając różnicę zdań, wrócę na moment w kontekście wykluczenia Bartka Zmarzlika do punktu 3 broniącego obecną formułę IMP. Czy emocjonowalibyśmy się tym tak bardzo, gdyby nie fakt, że jeden bieg jest kluczowy, a kolejny IMP dopiero za rok i znów trzeba dostać się do finału? Czy przy takiej samej sytuacji w rundzie GP dyskusja byłaby na porównywalną skalę, skoro za 2-3 tygodnie jest szansa na poprawę? Przypominam, że IMP to impreza, która lekko umierała, w jednym z sezonów kluby pytały, czy koszty organizacji IMP, biorąc pod uwagę niskie zainteresowanie (i frekwencję) to kara czy nagroda za tytuł DMP. Niemal połowa wypełnionych trybun Smoczyka to całkiem niezły wynik jak na finał IMP w ostatnich latach i jeżeli będą one wzbudzały dyskusję, tak jak ta runda, wynik też może się poprawiać w kolejnych latach i zainteresowanie tymi zawodami wróci. Zawody są podzielone na pierwszą część, gdy można popełnić błąd (który kosztuje konieczność jazdy w barażu) i kluczowe biegi, gdy wszyscy zapoznali się z torem i nie mogą się pomylić, bo możliwość poprawy dopiero za rok (jeśli pozwoli zdrowie i forma) i myślę, że gdyby nie to, na Smoczyku w sobotę byłoby mniej kibiców, a sobotnie zawody odeszłyby już w zapomnienie.


Jako autor tekstu dziękuję serdecznie za tak ciekawą polemikę. Cieszy mnie Twoje podejście do tematu na argumenty, a nie na emocje, których w naszym żużlowym mainstreamie jest coraz więcej. Widzę w tym wpisie troszkę szersze spojrzenie na dyscyplinę, jaką kochamy, widzę troskę o jej dobro i to doceniam. Doceniam też za zauważenie tego, na co ja nie wpadłem, czyli większej ilości ilości zalet obecnie obowiązującej formuły wyłaniania IMP. Szczególnie o pkt. 1. nawet bym nie pomyślał. I z większością argumentów "za" się zgadzam. Zresztą, sam wspomniałem o tym, iż obecny format IMP posiada też zalety, których lekceważyć nie sposób. Pytanie brzmi jednak co w tej hierarchii jest ważniejsze? Emocje od początku do końca,turniej w, którym nie ma biegów o nic, czy mimo wszystko klasyczna 20-biegowa rozpiska, w końcu przez tyle lat się sprawdzająca, dająca nam złudzenie obiektywności. Piszę o złudzeniu, bo żaden system nie jest i nigdy nie będzie idealny, szczególnie dzisiaj, gdy tak dużą rolę odgrywają pola startowe. Tu możemy się różnić, ale do mnie bardziej przemawia klasyczna 20-biegówka. Przy wszystkich wadach uważam, iż jest sprawiedliwsza. Jeszcze raz dzięki za komentarz, który mógłby być tak naprawdę osobnym artykułem i ciekawym punktem do dyskusji o kondydycji IMP
Cytować | Zgłoś administratorowi
od_redakcji
0 #4 od_redakcji 2018-08-08 16:52
Cytuję pół wieku doświadczenia:
To już nie jest sport tylko widowiska.
Tylko tandeciarze nie pojmują tego... Speedway to się skończył kiedy zaczęto na tych „widowiskach” zarabiać.

Smutna prawda. Jak to zwykł określać nasz Naczelny "wysokobudżetowe show z elementami rywalizacji sportowej". Problem jest taki, że nie ma alternatywy. Ani Ty, ani my pieniędzy na to nie wyłożymy. Oni wykładają.
Cytować | Zgłoś administratorowi
pół wieku doświadczenia
+2 #3 pół wieku doświadczenia 2018-08-08 16:12
To już nie jest sport tylko widowiska.
Tylko tandeciarze nie pojmują tego... Speedway to się skończył kiedy zaczęto na tych „widowiskach” zarabiać.
Cytować | Zgłoś administratorowi
You Dash
+1 #2 You Dash 2018-08-07 11:31
Rozumiem, że nie każdemu ta formuła się podoba. Osobiście wolę obecny sposób rozgrywania finału IMP. Poniżej zestaw punktów, które być może pozwolą zrozumieć mój punkt widzenia.

1. Maciej Janowski - wpadka w bardzo trudnym biegu na inaugurację, później defekt. Przy starych zasadach dalej równie dobrze mógłby iść już pod prysznic. W tym przypadku dostał szansę i aby ją wykorzystać, musiał w kluczowych biegach ruszać z pól startowych, które zostawiali mu rywale. Zrobił to, jadąc od swojego trzeciego biegu pod presją, że jeden stracony punkt i może być koniec. Klasa. Przykład Kasprzaka w GP Challenge pokazuje, że nieco trudniejszy tor do jazdy, a zawodnik, któremu nie pójdzie od początku, czasami nawet wycofuje się z zawodów.

2. Losowanie numerów startowych - zwłaszcza na początku zawodów często pola startowe rozdają punkty. Od XIII biegu pola startowe były w miarę równe, ale pierwsze trzy serie startów z czwartego pola były jak wyrok. Test z czwartego pola do XII biegu zdali TYLKO: Kołodziej (w tym biegu defekt Maćka, słaby tego dnia Miedziak i Norbi Kościuch) oraz Janowski (z Przemkiem, Protasem i Sucheckim). Tylko dwaj medaliści IMP potrafili z tego pola na początku zawodów wygrać. Od XIII biegu aż 4 na 8 kolejnych wyścigów wygrano z pola D, więc wyraźnie widać, że kto wylosował D na początek zawodów miał trudniej. Ta formuła ogranicza wpływ losowania numerów startowych do tego stopnia, że ktoś może mieć trudniej zdobyć punkty, ale ostatecznie jeśli wejdzie do barażu, tam nawet wybierając teoretycznie gorsze pole startowe, nadal ma swoją szansę i na odsypanym już torze ma większe możliwości powalczyć z bezpośrednimi rywalami do walki o medale niż na początku zawodów, gdy wylosuje słaby numer startowy i tor nie umożliwia jeszcze walki.

3. Czytałem wiele narzekań na to, że 3-3 w finale SoN oznacza porażkę drużyny, której zawodnik wygrywa wyścig. W przypadku SoN ludzie chcą, aby zwycięzcą był ten, który wygrywa ostatni bieg. Takich zawodów z prestiżem obecnie w Polsce nie ma. Ktoś na siłę poda IMME, ale ten twór jest tak silnie komercyjny, że go pomijam. W Grand Prix czy SEC nie liczy się, kto wygra zawody, żużlowiec na najwyższym stopniu podium może nawet stracić np. 3-4 pkt względem drugiego lub trzeciego. Teoretycznie fajnie wygrać, hymn zagrają, ale praktycznie nie ma sensu ryzykować i jechać na maxa w finale, bo kolejny bieg w następnej rundzie GP ma takie samo znaczenie jak finał.

4. Umiejętność wygrania kluczowych biegów w zawodach indywidualnych zawsze może się przydać, więc warto mieć w nich doświadczenie. To może być dodatkowy bieg o medal w GP, czy DPŚ (jeśli wróci). Bieg XV w Ekstralidze to inna zabawa, gdy jeździ się w parach.

----
Jeżeli chodzi o wykluczenie Bartka Zmarzlika, tutaj również dziwi mnie zmiana zdania części kibiców. Krytykowano po meczu Falubaz-Unia sędziego, że nie wykluczył Dominika Kubery, gdy minimalnie odsunął się od krawężnika (z pewnością nie tak mocno jak Zmarzlik w IMP) i przewrócił Protasiewicza. W przypadku Dominika były to centymetry, a kibice i tak domagali się wykluczenia. Zmianę toru jazdy Bartka można podawać w metrach, pewnie nie chciał przewrócić Piotra, może nawet go nie widział, ale faktem jest, że o ile Dominik już nie miał gdzie pojechać, bo dla niego "trochę w lewo" oznaczało wyjazd poza tor, o tyle Bartek celowo zaryzykował poszerzając tor jazdy, pech chciał, że w tym miejscu był rywal, który już tę ścieżkę obrał i w tym przypadku nie ma znaczenia numer biegu, ani częściowe "zabicie emocji". Regulamin obowiązuje. Czy gdyby Bartek zdobył mistrzostwo po faulu w kluczowym biegu, byłoby to bardziej sprawiedliwe (teraz protestują fani Zmarzlika, tak protestowaliby fani Kołodzieja, który jechał z dużą przewagą i ci, ktorzy są przeciwko Zmarzlikowi, a tych w Polsce jest wielu)? Czy gdyby Sparta w rewanżu DMP 2017 z Unią utrzymała 8 punktów przewagi, jakie miała przed biegami nominowanymi, byłoby sprawiedliwie, skoro Milik w XV biegu w Lesznie ewidentnie faulował Pawlickiego i Unia została okradziona z większej zaliczki?

----
Pomijając różnicę zdań, wrócę na moment w kontekście wykluczenia Bartka Zmarzlika do punktu 3 broniącego obecną formułę IMP. Czy emocjonowalibyśmy się tym tak bardzo, gdyby nie fakt, że jeden bieg jest kluczowy, a kolejny IMP dopiero za rok i znów trzeba dostać się do finału? Czy przy takiej samej sytuacji w rundzie GP dyskusja byłaby na porównywalną skalę, skoro za 2-3 tygodnie jest szansa na poprawę? Przypominam, że IMP to impreza, która lekko umierała, w jednym z sezonów kluby pytały, czy koszty organizacji IMP, biorąc pod uwagę niskie zainteresowanie (i frekwencję) to kara czy nagroda za tytuł DMP. Niemal połowa wypełnionych trybun Smoczyka to całkiem niezły wynik jak na finał IMP w ostatnich latach i jeżeli będą one wzbudzały dyskusję, tak jak ta runda, wynik też może się poprawiać w kolejnych latach i zainteresowanie tymi zawodami wróci. Zawody są podzielone na pierwszą część, gdy można popełnić błąd (który kosztuje konieczność jazdy w barażu) i kluczowe biegi, gdy wszyscy zapoznali się z torem i nie mogą się pomylić, bo możliwość poprawy dopiero za rok (jeśli pozwoli zdrowie i forma) i myślę, że gdyby nie to, na Smoczyku w sobotę byłoby mniej kibiców, a sobotnie zawody odeszłyby już w zapomnienie.
Cytować | Zgłoś administratorowi
Kacze pióro
0 #1 Kacze pióro 2018-08-07 10:34
Obawiam się, że nic w tym temacie nie ruszy. Dlaczego? W obecnej formule zwycięzcę poznaje się w ostatnim biegu i ciężko go przed startem biegu przewidzieć. PZM na pewno będzie upierał się, że taka formuła gwarantuje największe emocje, a to z kolei korzystne dla TV. Szkoda, że to faktycznie ma niewiele wspólnego ze sportem, bo nie wygrywa wcale najlepszy tego dnia.
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

KALENDARIUM

POWIEDZIELI

ProtasiewiczPiotrRobiłem, co mogłem. Na liderów rywali byłem dziś za słaby. Zdajemy sobie sprawę, że każdy z meczów, jakie nam pozostały, będzie dla nas meczem o życie.

Piotr Protasiewicz po meczu Włókniarz-Falubaz 52:38 / nSport+

NAJBLIŻSZE ZAWODY i TRANSMISJE TV

Piątek, 17 sierpnia
MACECPuchar MACEC w Rawiczu
17:00

Nice Polska Liga Zuzlowa bialeKŻ Orzeł- Euro Finannce Polonia

17:15

Tygodniowy wykaz transmisji TV

 PGE Ekstraliga 2018
1. Fogo Unia Leszno  13 26 +148
2. Cash Broker Stal Gorzów  13 21 +63
3. Betard Sparta Wrocław  12 18 +74
4. forBET Włókniarz
 12 17 +14
5. Get Well Toruń  12 13 -39
6. MrGARDEN GKM Grudziądz  12 8 -106
7. Grupa Azoty Unia Tarnów  12 8 -98
8. Falubaz Zielona Góra  12 7 -56
 Nice PLŻ 2018
1. Speed Car Motor Lublin  12 25 +197
2. Car Gwarant Start Gniezno  12 20 +73
3. Lokomotiv Dyneburg  12 19 +7
4. ROW Rybnik  12 17 +150
5. Zdunek Wybrzeże Gdańsk  11 11 +36
6. Orzeł Łódź  10 6 -31
7. Euro Finannce Polonia Piła  10 4 -128
8. Arge Speedway Wanda
 11 3 -304
2. Polska Liga Żużlowa
1. Stal Rzeszów  11 26 +165
2. MDM Komputery TŻ Ostrovia  11 24 +153
3. Stainer Unia Kolejarz Rawicz  11 13 +15
4. OK Kolejarz Opole  10 9 -37
5. Iveston PSŻ Poznań  10 8 -60
6. Polonia Bydgoszcz  11 8 -132
7. KSM Krosno  10 2 -104
 Klasyfikacja Grand Prix 2018 (po 6/10)
1. flaga UK Tai Woffinden
91
2. flaga Szwecji Fredrik Lindgren
74
3. flaga Polski Maciej Janowski
70
4. flaga Polski Bartosz Zmarzlik
69
5. flaga Rosji Emil Sajfutdinow 62
6. flaga USA Greg Hancock
56
7. flaga Polski Patryk Dudek 56
8. flaga Rosji Artiom Łaguta 53
9. flaga Słowenii Matej Žagar 50
10. flaga Danii Nicki Pedersen 46
11. flaga Australii Jason Doyle 44
12. flaga Australii Chris Holder 43
13. flaga Polski Przemysław Pawlicki 27
14. flaga UK Craig Cook 21
15.  SVK Martin Vaculík 17
16. flaga Danii Niels Kristian Iversen  9

PARTNERZY

kibic-zuzla logozuzlowefotki-logo
WszystkoCzarne blog

Pomóż kontuzjowanym

KamilCieślar
DW43