
Kibice, którzy żużlową pasję łączą z sympatią dla hokeja, dochodzą do siebie po emocjach, jakie w środę, 18 lutego, zafundowali najlepsi hokeiści świata w ćwierćfinałach igrzysk olimpijskich. Zaczęli o godzinie 12, kończyli... tuż przed północą. Ćwierćfinały, wybaczcie sportowy truizm, to 8 najlepszych drużyn. Osiem - prawie jak w "najlepszej lidze świata". I chyba na tym podobieństwa się kończą. Niestety, także w sferze emocji.
🇮🇹 Włosi, przy wielu ciurkiem wymienianych atutach ich narodu i kraju, jak każda nacja mają też stereotypowe przywary. Nie mam pojęcia, skąd taka opinia, ale przyjmijmy, iż da się tu i ówdzie zasłyszeć, że nie zawsze wszystko u nich jest zrobione na czas. I nie zawsze działa bezawaryjnie. A organizacja bywa ciut gorsza niż w krajach położonych po drugiej stronie Alp. "Nie byłem, nie widziałem", ale tak ludzie mówią. Sprawdźcie kiedyś. Dane tak zwane twarde mówią, że kiedy oddawano do użytku nowiutką halę hokejową PalaItalia Santa Giulia w Mediolanie, to huczne otwarcie z roku 2025 trzeba było przesunąć na rok 2026. Przy igrzyskach ruszających 4 lutego (curling i hokej zaczęły się nim zapłonął znicz 🔥). Doskonale spisujący się na swoich igrzyskach Włosi, pierwszy sprint MilanoCortina2026, żeby zdążyli zaliczyć jeszcze przed ceremonią otwarcia. A jak już ustawiono bandy, to okazało się, że lodowisko... jest o metr krótsze, niż mówią przepisy. Bo coś tam nie pykło, coś nie stykło. Nieważne. 🙂
Ruszyli❗I to jak ruszyli! To, co zafundowały nam asy krążka w olimpijskich ćwierćfinałach już przeszło do chlubnej historii światowego hokeja. Przez kilka godzin nie było ważne to, jak astronomiczny kontrakt ma MacKinnon, jak lukratywne umowy reklamowe podpisał Pastrñák, gdzie mogą przenieść się, by zarabiać jeszcze lepiej Rantanen czy Draisaitl, a "Sid The Kid" Crosby - już dziś żywa legenda NHL - nie dokończył starcia o olimpijską "czwórkę", okrutnie poniewierany raz za razem (choć zgodnie z przepisami) przez "gryzących lód" Czechów. Bijących się niczym o złoto w finale igrzysk w Nagano, gdy po raz pierwszy na igrzyska zjechały wszystkie gwiazdy zza Oceanu.
"Zapowiada się jedno bardzo wyrównane starcie i trzy mecze z wyraźnym faworytem" - można było tylko uśmiechnąć się, przypominając sobie prognozę eksperta w studiu TVP tuż przed rozpoczęciem walki. Ale nie ma się co dziwić fachowcowi z mikrofonem, bo większość tak właśnie typowała. Patrząc przez pryzmat liczby i wielkości asów z NHL w składzie oraz wyników z fazy grupowej, tak właśnie wychodziło. Na lodzie zaś...
To jedno "bardzo wyrównane spotkanie", czyli starcie naszych sąsiadów, Niemców ze Słowakami (u bukmacherów minimalnym faworytem byli ci pierwsi), zakończyło się niezłą demolką. Ekipa Slafkovský'ego i Dvorsky'ego ruszyła na Niemców i zdominowała ich totalnie agresją, liczbą strzałów, a zarazem solidną organizacją tyłów. Po 10 minutach drugiej tercji było już 4:0, po błędach ośmieszających tak utytułowany team, jakim wciąż są podopieczni Haralda Kreisa. Skończyło się 6:2. Na nic zdały się starania gwiazdy Edmonton Oilers, Leona Draisaitla, oraz indywidualne popisy J.J. Peterki i Tima Stützle. Można mieć zawodników wybitnych... i przegrać sromotnie z kolektywem. Słowacy w "czwórce" igrzysk. Brawo! 🇸🇰👏 A potem było już tylko ciekawiej.
Złamanego grosza nie stawiano na Czechów w konfrontacji z kanadyjskim "dream teamem", a tymczasem rzeczywistość sprzedała niedowiarkom nie tylko prztyczka w nos, ale solidnego kuksańca. Gwiazdy spod znaku Klonowego Liścia od niedzieli odpoczywały (nie w wiosce olimpijskiej, a w pięciogwiazdkowym hotelu), zaś Czesi, marnie prezentujący się w toku całego turnieju, 20 godzin wcześniej skończyli swój baraż, żeby do tego ćwierćfinału w ogóle awansować. Wślizgnęli się do niego "ledwo ledwo", przeżywając ciężkie chwile, gdy pod koniec meczu ambitni Duńczycy bombardowali ich bramkę, by wyrównać stan meczu na 3:3. "Jakoś przetrwaliśmy. Co trzeba poprawić? Wszystko" - nie gryzł się w język weteran i wieloletnia opoka kadry, Roman #Červenka. Zwłaszcza najstarsi na igrzyskach defensorzy spędzili na lodzie mnóstwo minut, "wyjechali się", by zastopować Duńczyków... i taka ekipa wyszła do walki z faworytem numer jeden.
Jak poszło - nie ma sensu relacjonować minuta po minucie, bo od środowego wieczoru trąbią o tym wszystkie sportowe media świata.
🇨🇦 CAN vs CZE 🇨🇿 1:0 -> 1:1 -> 1:2 -> 2:2 -> 2:3 po najpiękniejszej akcji meczu Palát - Nečás - Hertl. Kiedy do końca regulaminowego czasu pozostało 3,5 minuty, największa sensacja turnieju wisiała na włosku. Jeszcze chwila, a menadżer Kanadyjczyków musiałby zdjąć bramkarza. A wiadomo czym zazwyczaj kończy się ten manewr w hokeju...
Faworyt uciekł jednak spod topora. W sytuacji, wydawało się, niegroźnej - do tercji ataku wjechał jeden Kanadyjczyk, wokół niego było trzech broniących, niby nie miał co zrobić... Zdołał jednak przerzucić krążek rollingiem za bramkę na drugą stronę, tam, na wysokości bulika, poszło podanie, padł strzał, nie wydawał się groźny, ze sporego dystansu, ale Nick Suzuki zrobił to, co napastnicy trenują do bólu. Zwłaszcza za oceanem, gdzie miejsca na lodzie jest mniej. Zasłanianie pola widzenia bramkarzowi i próby zmiany toru lotu każdego krążka lecącego w ich zasięgu. Udaje się zakończyć to bramką... może w 10 procentach uderzeń - ale tym razem udało się idealnie. Napastnik Montreal Canadiens utonął w objęciach kolegów. "Tečovaná rána" - jak uroczo określają taki strzał Czesi.
W końcówce meczu oraz dogrywce było fifty-fifty, swoje szanse mieli i jedni, i drudzy. Sportowa fortuna uśmiechnęła się do faworytów. Czesi wracają do domu z podniesionymi głowami. Jeszcze chwilę przed meczem byli krytykowani, wytykano ich asom, że rozczarowują... teraz są bohaterami meczu, który już przeszedł do historii czeskiego hokeja. A miliony fanów tego pięknego sportu na całym świecie nie kryją podziwu dla ich postawy i emocji, jakie zapewniły obie ekipy.
Mało? Dwa kolejne spotkania dramaturgią w niczym nie ustępowały czesko - kanadyjskiej batalii.
🇫🇮 FIN vs SUI 🇨🇭 0:1 -> 0:2... Finowie naciskali do samego końca i strzelili na 2:2, gdy zegar wskazywał 1 minutę i 12 sek. do końca. W dogrywce to im udało się zdobyć decydującą bramkę. #Suomi bronią olimpijskiego złota i wciąż są w grze. Szwajcarzy, którzy już w drugim meczu fazy grupowej stracili swoją największą gwiazdę, Kevina Fialę z Los Angeles Kings, byli zrozpaczeni, ale mogą być z siebie dumni, bo potwierdzili, że seryjne sukcesy z ostatnich lat i gigantyczny progres na przestrzeni minionej dekady nie są dziełem przypadku. Grają świetny #hokej, mają mocną ligę - prawdziwa organizacja przez duże "o".
🇺🇸 USA vs SWE 🇸🇪 1:0 w połowie 2. tercji... i długo, długo nic. Wyrównał, a jakże, na 1,5 minuty przed końcem Mika Zibanejad, 32-letnie żądło NY Rangers. To on był najbardziej załamany kilka minut później, gdy Amerykanie w dogrywce zdołali przechylić szalę na swoją stronę.
Faworyci awansowali, ale po dreszczowcach godnych najważniejszych rozgrywek czterolecia.
Osiem najlepszych drużyn... Jak osiem w "najlepszej lidze świata" Speedway Ekstraliga. Skojarzenie zasadne. Dlaczego w żużlu pierwsza walcząca z ósmą albo druga z szóstą przynoszą "ciut" inne emocje? Ile było w minionych sezonach spotkań, gdy typujący wyniki w przeróżnych konkursach kibice w ogóle nie zaprzątali sobie głowy wątpliwościami kto wygra, tylko osobliwej klasy dylematem, "czy menadżerowi faworyta wolno puścić juniora za najlepszych zawodników, wtedy będzie 22-24 punkty różnicy, czy też lider wynegocjował sobie taki kontrakt, że zmienić go nie wolno - wtedy niechybnie ci niżej notowani oberwą 30 "w czapkę". Niby też są to jakieś emocje... 🙄
Zarządzający Speedway Ekstraligą są zdania, że spadek zainteresowania rozgrywkami jest fikcją, a oglądalność telewizyjna zmniejszyła się wyłącznie wskutek roszad pomiędzy kanałami bardziej i mniej dostępnymi (i droższymi). A komercyjna telewizja żużlowa nr 2 nie zrezygnowała z kupna sublicencji wskutek marnej jakości zysku do ceny. Może tak, może nie...
Mam jednak wrażenie, że niedoszacowany został aspekt, który jest istotą niniejszego tekstu - emocje wynikające z zaciętych meczów. Z niepewności rozstrzygnięcia rywalizacji. Marketingowo naprawdę wiele poprawiło się w stosunku do ligi sprzed 20 lat. Te posty, spoty i grafiki zapowiadające "starcie Lublin vs Rybnik" czy "hit kolejki Wrocław kontra Grudziądz" wyglądają naprawdę efektownie. A potem zaczyna się bój i... jak utknę w kolejce po kiełbasę, to w sumie niezbyt żałuję. Utraty choćby minuty boju "słabych" Czechów z Kanadą żałowałbym bardzo.
Światełko w tunelu? Chyba nie widać. Owszem, wydaje się, że słusznym krokiem była rezygnacja z play off-ów dla najlepszej szóstki (czyli po raz kolejny dzielnie pokonujemy błędy, które sami wywołaliśmy), ale to już rozmowa o rywalizacji w obrębie 3-4 najlepszych drużyn. Co z resztą? Dwa zacięte dwumecze. Jak dobrze pójdzie to dwa... Co zapamiętano z półfinału Wrocław - Gorzów 2024? Nie ma żadnej gwarancji emocji. Rok później targany problemami Gorzów był jeszcze słabszy, a jak rozwałkował spadkowicza, zaś chwilę potem pretendenta do najlepszej ligi świata - wszyscy widzieliśmy.
KSM? Przeciwników tradycyjnie będzie tyle samo, co zwolenników. "Tak musi być, żeby było ciekawie" kontra "dlaczego karać drużynę za dobry sezon i ją rozbijać?!". "Precz z komuną", "Real też ma gwiazdy" itd.
W piłkę, koszykówkę czy hokeja grają tysiące i dziesiątki tysięcy. Jest w kim wybierać. Jest z czego wyławiać talenty. Żużel zawodowy to sportowcy - przedsiębiorcy. Żużlowców zawodowych może być tylu, ile miejsc w składach. Nie łapiesz się do składu - nie zarabiasz. Czyli szukasz innego pomysłu na życie. Z transferów choćby jednego "nadprogramowego" zawodnika cieszą się co najwyżej kibice. Niektórzy. Dla żużlowca to gehenna. On chce wiedzieć, ile zarobi i kiedy zarobi, żeby cały sportowy biznesplan mu się nie wykopyrtnął. A klubów jest kilka - kilkanaście, w zależności od kraju. Tych w pełni wypłacanych - jeszcze mniej.
Wszystko, co kluczowe, dzieje się w obrębie wąskiego grona 10-15 nazwisk. Czasem ktoś z niego wypadnie wskutek kontuzji albo zakończenia kariery, czasem wystrzeli z formą ktoś nieoczywisty jak Kurtz rok temu (poczekajmy jeszcze, czy uzyskaną pozycję zdoła utrzymać), ale zasadniczo zmienia się głównie kolor rękawiczek liderów. Jeszcze długo ci, którzy chcą tym żyć, będą żyć głównie dywagacjami, gdzie pojedzie za dwa lata Zmarzlik i jak długo Sajfutdinow z Dudkiem nie ruszą się z Torunia.
Jakub Horbaczewski
Skomentuj na naszym FB


10 lat w FIM Speedway Grand Prix, 9 medali - 6 🥇, 2 🥈, 1 🥉. Ten sam skład, te same cele i marzenia👊


Tygodniowy wykaz transmisji TV



